piątek, 25 sierpnia 2017

Wakacje 2017, a urlop uważam za rozpoczęty.

 Najbardziej ulubione miejsce na świecie - mój domek. Wreszcie mogę posiedzieć na swojej kanapie, sącząc kawę i patrząc ze spokojem czy będzie padać (oj chyba będzie). A oto mój widok z tarasu. Lato jeszcze, ale pole już zaorane.Naprawę  nie pamiętam, kiedy tak odpoczywałam  ....


sobota, 7 stycznia 2017

Zima i zimno na Mazowszu.

Rano obudziliśmy się przed szóstą - na termometrze - 20 stopni. W sypialni 21, a w salonie 22. Grześ dorzucił do pieca. Widać, że zimno, powietrze przejrzyste i jasne niebo. Musieliśmy pojechać do Pułtuska do mechanika. Ubrałam się naprawdę ciepło, w samochodzie było przyjemnie, ale ubrania jednak trochę ważyły. A potem zamarznięty Bug w Wyszkowie, śliskie drogi. U mechanika szybko się uwinęliśmy, potem wstąpiliśmy na cmentarz w Obrytem - odwiedzić grób kuzyna, który wiele lat był proboszczem w tamtejszej parafii. Zapaliliśmy znicze. Przypomniałam sobie jak ksiądz Andrzej uwielbiał oglądać jazdę figurową na łyżwach, jak doceniał sportowców. Jak oglądaliśmy zawody - ksiądz Andrzej, mój tata ( który był od niego parę lat starszy) i ja... Jak zawsze siadał z moją mamą i ciocią przy stole na uroczystościach rodzinnych . Wspominać będę  jego uśmiech i pogodę ducha . A kiedy wróciliśmy do domu, przywitały nas psiaki i weszłam do domu  - od razu poczułam się dobrze. Home sweet home. I jak dobrze usiąść na swojej kanapie, popatrzeć na świece, powiedzieć parę słów do kochanego człowieka  i wreszcie odpoczywać ....
A na dworze minus 15 i temperatura wciąż  maleje....







Zamarznięta rzeka w Wyszkowie


Kościół w Obrytym 

Okolice kościoła w Obrytem 

Droga przy domu 


Moje psiaki na działce

Koza używana jest rzadko, ale ogień ma w sobie coś magicznego.Prawda?

piątek, 6 stycznia 2017

Minus siedemnaście na Mazowszu.

Dzisiaj rano termometr pokazywał - 17 .Siarczyste mrozy, a w domu na Mazowszu 24. Psy wpuściliśmy do kotłowni - wcale nie mają ochoty na wychodzenie. Cały dzień siedzę w domu, Grzesiu poszedł po drewno i węgiel. Ugotowałam kapustę z grzybami. Potem były drożdżowe paszteciki i barszczyk. Popołudniu obejrzymy skoki narciarskie. Prawdziwą choinkę już Grześ rozebrał  (igły leciały nieprawdopodobnie) i ubrałam małą sztuczną choineczkę - szkoda jeszcze pozbywać się atmosfery świąt.W nocy ma być poniżej minus 20. Oby do rana w cieple i miłości :)))

poniedziałek, 28 listopada 2016

Śnieg, mróz i poranna kawa.

Może i nieduży dzisiaj śnieg i mróz, ale utrudniał życie. Rano Grześ odwiózł mnie do pociągu do pracy. Ślisko było bardzo, jechał powoli, nie pospieszałam go. Zdążyłam. W pociągu było w miarę ciepło. Po pracy znowu w pociąg i do domku. W domku cieplutko, nagrzane.... Zresztą przyznam, że obecność Grześka jest wielką wartością dodaną. W domu na wsi potrzebny jest Mężczyzna przez duże M. Pracowity i gospodarny. Ale nie wolno ponoć chwalić Dnia przed zachodem słońca...a chłopa przed....😃 Ale dziś chwalę.Jutro rano znowu mnie obudzi ... ze słowami
-Wstawaj Słonko już 5.
Potem zrobi kawę , wypijemy, chwilkę porozmawiamy, a potem każde z nas idzie do swoich obowiązków... i tak do wieczora!
Dzień jak dzień...

niedziela, 13 listopada 2016

Listopadowy dzień.

Listopad. Od paru dni leży śnieg. Jest ślicznie, mgły ścielą się po polach...A ja ...? No cóż. Atak rwy kulszowej. wyleguje i wygrzewam się  pod kocem  . I tak nachodzą mnie różne przemyślenia. Od początku mieszkania palimy w piecu węglowym. W domku jest ciepło i przyjemnie. W tym roku, gdy Grześ wyjechał zagranice do pracy, dawałam rade. Kiedy Grześ jest ze mną czuję się bezpieczna. Ale co robić jak się rozchorujemy? Co będzie jak będzie miał pracę wyjazdową ?  Zastanawiam się nad założeniem ogrzewania gazowego, choć finansowo nas by to pogrążyło... Ale to tylko taki wpis trochę chorej kobietki....., która czasami wątpi w swoje siły, choć tak naprawdę jest super twardą kobietą !!!! Bo życie na wsi nie jest dla mięczaków.

niedziela, 8 maja 2016

Grill i zumba - kolejność dowolna.

Nigdy nie sadziłam, że w mojej wsi będę miała podobne  zajęcia z fitnesu niż w centrum Warszawy. Tak samo blisko, tak samo profesjonalnie,W życiu bym się nie domyśliła, gdyby nie moja Sąsiadka  , która mi o nich powiedziała. Poza tym  razem na zajęcia  jeździmy. Tak więc Niech żyje Zumba.... na wsi :))) . Naprawdę oglądając  zajęcia zumby na you tubie  - nie mam kompleksów.

Dzisiaj zrobiliśmy sobie imprezę na świeżym powietrzu, była piękna , wspaniała pogoda . Szaszłyki kusiły pieski, które jednak nie miały odwagi podejść do rozgrzanego grila.




Wieczorem  wyszłam na zewnątrz, zmierzchało i stwierdziłam, że muszę napalić w piecu  W domu ciepło, ale miło będzie jak nagrzeje się mieszkanko!
A wieczorem długa rozmowa z Grzesiem.. Może i parę tysięcy kilometrów nas dzieli, ale jesteśmy bardzo blisko siebie...

poniedziałek, 2 maja 2016

Piękny poranek ...na Mazowszu

Dzisiaj rano obudziłam się lekko w złym nastroju, usiadłam skarżąc się sobie na swój ciężki los... i na bolący kręgosłup od noszenia drewna ( może po prostu za dużo nosiłam na raz).Przejrzałam blogi fotograficzne, poczytałam moje ulubione blogi . Z zachwytem obejrzałam zdjęcia i poczytałam sobie blog . Już to poprawiło mi ciut nastrój. Miałam już narzekać na swój ciężki los... I przeszło. Nagle zobaczyłam , że ktoś dobija się do mnie na skypie, Pomyślałam , że Grześ nie poszedł do pracy w odległej GB, a tu okazało się, że pije kawę przed pracą - a w pokoju socjalnym mają internet!  Minuta rozmowy z nim, uśmiech i ta wiara, że będzie dobrze,  - że między nami nic ten wyjazd nie popsuje, że jest to dla nas szansa, że sobie poradzimy jak jesteśmy razem.... To buduje. W domu na szczęście nie mieszkam sama:), aczkolwiek część obowiązków musiałam wziąć na siebie. Palenie w piecu (ale na szczęście idzie lato), karmienie psów (mają suche :)) . I tak wpis ...Jest ciężko..zamienił się we wpis Piękny poranek...na Mazowszu. 
W dodatku wygrzebałam aparat fotograficzny i udokumentuję zaraz tytuł posta.



Widok z przednich schodów 


















Z tyłu budynku - psiaki.


Wyszłam z domu, posłuchałam świergotu ptaków, ptaki  niesamowicie świergocą.... Nawet zobaczyłam ptaka drapieżnego w akcji - polującego . To jednak jest urok mieszkania na wsi.
Oprócz tego jest już ciepło - w kurtce było mi za ciepło. Wiosna jest piękna:)))

sobota, 9 kwietnia 2016

Sobota na wsi na Mazowszu.

  Plany były inne. Planowałam  zagrabić w ogrodzie (no ogrodu to jeszcze nie ma, może bardziej na działce), pobyć na zewnątrz domu, a tu nic z tych rzeczy.
Jest chłodno, wieje wiatr, w domku cieplutko, jakoś nie bardzo mi się chce zabierać do pracy na zewnątrz. Niedawno zastanawiałam się głośno ( przy Grzesiu) , czy nie założyć małego warzywnika. Grześ popatrzył, pokiwał głową i powiedział dosyć rzeczowo.
- Sorry, ale Ty się po prostu do tego nie nadajesz. A ja nie mam zamiaru mieć przemęczonej kobiety. Wystarczy, że pracujesz i  masz dom na głowie.
I tym sposobem, dzisiaj siedzę i piszę na blogu, a nie zasuwam na działce...  I czekam na Grzesia, zrobiwszy zakupy w niedalekim Wyszkowie.

Odkryłam dzisiaj w domu stary młynek do kawy i na zakupach kupiłam opakowanie ziarnistej kawy. Po zmieleniu zapach nieziemski unosi się na parterze.
















Szkoda, że Grześ w pracy, bo pewnie razem napilibyśmy się kawy. 



piątek, 8 kwietnia 2016

Idzie wiosna..

Wszystkich, którzy podczytują mój blog serdecznie pozdrawiam. Nigdy nie sądziłam, że mieszkając na wsi w domu jest tyle pracy. Najwięcej chyba z ogrzewaniem . Zakupiliśmy parę metrów drzewa i  dzisiaj Grzesiu ciął drewno. Wyszło paręnaście wiader z trocinami. Do bocianiego gniazda przyleciał bociek...na razie sam  - szykuje gniazdo. Dzisiaj nad domem szybowało parę wielkich bocianów, myśleliśmy, ze będą walczyć, ale odleciały....
A na dworze czuć wiosnę .....

piątek, 29 stycznia 2016

Watykan - cz. 4


Dojście do stacji metra zabiera nam 5 minut , a tam STOP. Metro w kierunku Ottaviano (tj. stacja przy Watykanie nie jeździ). Przed wejściem karabinierzy nie wpuszczają. Hmmm, metro – skojarzenie jedyne – pewnie terroryści… Wycofujemy się z metra, przed dworcem Termini są też przystanki autobusowe – taka normalna pętla autobusowa. Tłumy – jest przed godziną 8.00 , Rzymianie muszą dostać się do pracy. Przystanek linii jadącej do Watykuna okupowany przez setki ludzi. Nie damy rady! Ale patrzę i widzę jakieś wahadłowo jeżdzące autobusy. Pomyślałam, że to pewnie to linia zastępcza – to i powinna obok Watykanu jechać . Ponieważ mój włoski jest na wysokim poziomieJ dlatego pytam ludzi … Ottaviano, ottaviano …patrząc im głęboko w oczy. Si , Si..:) słyszymy odpowiedz. Podjeżdża autobus i zostajemy do niego wepchnięci (taki tłum) lądując na miejscach siedzących. Naprawdę !!! Siedzimy w tłoku i jedziemy, jedziemy, jedziemy J)) Pytamy jakąś pasażerkę, czy jedzie na stację ottaviano i po włosku słyszymy odpowiedz, że przyjechała do kuzynów do Rzymu. I rozumiemy J Fajny ten włoski !
Po godzinie  dojeżdżamy, zadowoleni nawet z przymusowej zmiany , bo dzięki temu widzimy Rzym !
Wysiadamy na przystanku autobusowym, i od razu podchodzą do nas osoby proponując bilety do muzeum Watykańskiego po cenie dwukrotnie wyższej , ale bez kolejki. Cóż , zasobność naszego portfela nie pozwala nam na takie ekstrawagancje, idziemy do kolejki, która oazuje się malutka ( byliśmy przygotowani na pięciokrotnie dłuższą!) Do muzeum są dwie kolejki. Jedne z rezerwacjami ( bilety zakupione przez Internet i grupy turystyczne) i druga takich jak my turystów, którzy w danym dniu chcą się dostać do muzeum. Po 25 minutach czekania wchodzimy. I tu mogę tylko powiedzieć swoje wrażenia …coś nieprawdopodobnego. Przepych, bogactwo w rozmiarach niepojętych … Pięknie! W przerwie zwiedzania siadamy na schodach i nagle widzę naszych znajomych Anglików z hotelu w Ciampino. Uśmiechają się i pozdrawiają J. Miłe.






Po południu idziemy zwiedzić Watykan - każdy Polak zna z telewizji to miejsce. Robi wrażenie, ale już jesteśmy zmęczeni,. Wchodzimy do Bazyliki . Pięknie miejsce podniosłe i poważne. Pomodliłam się. W Watykanie. Czasem trudno w to uwierzyć.


Wracamy do hotelu metrem. W internecie czytamy, że na którejś stacji metra spadł tynk i rzeczoznawcy przez parę godzin sprawdzali, czy to coś poważnego. Na szczęście nie !!!! Odetchnęliśmy ...lepszy spadający  tynk ( w małych ilościach) niż terroryści. Wieczorem z butelką włoskiego wina na stoliku wsłuchujemy się tętniący Rzym. Pięknie  i tak inaczej niż w domu:)

piątek, 8 stycznia 2016

Rzym 3, Koloseum, Łuk Konstantyna, Ołtarz Ojczyzny

Wstajemy rano, budzi nas gwar wielkiego miasta. Od razu wyznaczamy plan dnia. Ponieważ mieszkamy w centrum miasta nie musimy kupować biletów, żeby dostać się do ważnych zabytków miasta. Spokojnie możemy wszędzie pójść na piechotę.
Zaczynamy od Koloseum



Koloseum wzniesione w latach 70-72 do 80 ne przez dynastię Flawiuszów nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia. Ale wielkie wrażenie zrobiło za to Forum Romanum



Było ciepło, ale nie upalnie. Cieszyłam się, że wybrałam taką porę roku na wyjazd! Obiadek zjedliśmy w jednej z setek pizzerii rzymskich - pizza na wagę :). Nie lepsza niż te, które robię w domu.
A potem jeszcze Plac Wenecki i Ołtarz Ojczyzny Pomnik Wiktora Emanuela II
Wieczorkiem po całym dniu na nogach z przyjemnością zalegliśmy po długim prysznicu w łóżeczku , stawiając sobie stoliczku winko kupione w supermarkecie i odpoczywając zastanawialiśmy się co zobaczyć i co zwiedzić następnego dnia cdn.


Wakacje 2017, a urlop uważam za rozpoczęty.

 Najbardziej ulubione miejsce na świecie - mój domek. Wreszcie mogę posiedzieć na swojej kanapie, sącząc kawę i patrząc ze spokojem czy bę...